Makijaż, który ma podkreślić naturalną urodę, jednocześnie pozostając praktycznie niewidocznym, jest określany jako make-up no make-up. Ten trend jest obecny już od wielu lat i wszystko wskazuje, że jego popularność wcale nie maleje. Co trzeba wiedzieć na temat makijażu saute? O czym pamiętać wykonując make-up no make-up? Jeśli jesteś fanką naturalnego piękna, to koniecznie czytaj dalej.
Początki trendu sięgają końcówki XX wieku
Współczesne wcielenie makijażu „make-up no make-up” stało się popularne dzięki wpływom artystów makijażu, stylistów i celebrytów, którzy promowali naturalne piękno, szczególnie w latach 90. i na początku XXI wieku. Rewolucja w podejściu do kosmetyków kolorowych nastąpiła wtedy, gdy branża zaczęła odchodzić od ciężkich, pełnokryjących produktów charakterystycznych dla lat 80. na rzecz lżejszych formuł pozwalających skórze oddychać. Zmiana ta była reakcją na przesycenie mocnym konturowaniem i intensywnymi kolorami — konsumentki zaczęły poszukiwać produktów, które nie tworzą bariery między skórą a światłem, lecz pracują z jej naturalną teksturą.
Nie wiadomo kto wymyślił tę filozofię makijażu
Bobbi Brown, jedna z najbardziej znanych postaci w branży kosmetycznej, jest często kojarzona z promowaniem naturalnego wyglądu i może być uznana za jedną z tych, które przyczyniły się do popularyzacji tego trendu. Jej filozofia makijażu, która zakładała podkreślenie indywidualnego piękna zamiast jego maskowania, miała przemożny wpływ na branżę kosmetyczną. Nie można jednak jednoznacznie przypisać jej autorstwa tej koncepcji — stanowiła ona raczej kulminację zmiany myślenia o naturalności w beauty, do której przyczyniło się wielu wizażystów na przestrzeni lat. Podobne podejście reprezentowali m.in. François Nars czy Lisa Eldridge, którzy w swojej pracy stawiają na minimalizm i szacunek dla naturalnych proporcji twarzy.
Podstawą jest podkreślanie walorów i ukrywanie niedoskonałości
Głównym celem makijażu saute jest eksponowanie naturalnych atutów twarzy, takich jak struktura kości policzkowych, autentyczny odcień skóry czy naturalny kształt linii oka, jednocześnie minimalizując wszelkie niedoskonałości za pomocą punktowych korekt. Zasada ta odróżnia ten rodzaj makijażu od pełnego konturowania, które kreuje nowe proporcje — tutaj chodzi wyłącznie o delikatne wzmocnienie tego, co już jest. W praktyce oznacza to używanie produktów o lekkiej konsystencji, które nie tworzą widocznej warstwy na skórze, ale przenikają się z nią optycznie. Dobrze wykonany make-up no make-up powinien sprawiać wrażenie, że osoba nie nosi żadnych kosmetyków, a jedynie ma szczególnie dobrą cerę i wypoczęty wygląd.
Najważniejsza jest baza i jej lekka konsystencja
Kluczem do sukcesu jest lekka baza, która wyrównuje koloryt skóry bez efektu maski i zachowuje teksturę naturalnej skóry. Tinted moisturizers, BB i CC kremy są idealne do tego rodzaju makijażu ze względu na swoją półtransparentną formułę. Popularnym rozwiązaniem jest wręcz zastąpienie podkładu korektorem — zamiast stosować ciężkie kosmetyki na całą twarz, użyj korektora tylko w miejscach wymagających neutralizacji, takich jak cienie pod oczami, punktowe zaczerwienienia czy drobne przebarwenia. Dzięki temu skóra zachowuje swój naturalny finish i zdolność do odbijania światła. Ważne jest również dopasowanie odcienia bazy do naturalnego koloru skóry — najlepiej testować go przy świetle dziennym na linii żuchwy, gdzie przejście między twarzą a szyją jest najbardziej widoczne. Błędem jest wybieranie odcienia jaśniejszego niż naturalny ton skóry w przekonaniu, że rozjaśni on cerę — w rzeczywistości tworzy to efekt maski.
Brwi powinny wyglądać jak najbardziej naturalnie
Mocne, ciemne, geometrycznie wyregulowane brwi absolutnie nie sprawdzają się w przypadku naturalnego makijażu. Tworząc look make-up no make-up użyj cieni lub pióra do brwi w odcieniu zbliżonym do naturalnego koloru włosków, aby delikatnie wypełnić luki, zachowując przy tym indywidualny kształt łuku. Podkreślenie brwi w makijażu dziennym powinno ograniczać się do subtelnego zagęszczenia rzadszych partii, bez tworzenia ostrej linii dolnej. W przypadku wyjątkowo jasnych brwi można je delikatnie przyciemnić o pół do jednego tonu, jednak nie jest to konieczne — jeśli ich naturalny kolor harmonizuje z resztą rysów, lepiej zostawić je w spokoju. Zamiast kreślić nową linię brwi od podstawy, stosuj technikę wypełniania luk delikatnymi, krótkimi kreskami imitującymi włoski. Utrwalenie brwi przezroczystym żelem nadaje im uporządkowany, ale nie sztuczny wygląd.
Rzęsy powinny pozostać naturalne
Makijaż saute wyklucza efekt dramatycznie wydłużonych czy pogrubionych rzęs przypominających sztuczne aplikacje. Jeśli chcesz wyglądać naturalnie, aplikuj jedną warstwę tuszu do rzęs o lekko rozczesującej szczoteczce, aby delikatnie je podkreślić i otworzyć spojrzenie. Unikaj grudek, wielokrotnego nakładania warstw i zbyt dramatycznych efektów. Dobrym rozwiązaniem może być zastąpienie czarnego tuszu brązowym, który komponuje się z naturalnym kolorem włosków i wygląda mniej kontrastowo w świetle dziennym. Szczególnie osobom o jasnych włosach i jasnej karnacji brązowy tusz pozwala uniknąć zbyt ostrego kontrastu. Jeśli zależy Ci na subtelnym podkręceniu rzęs, użyj podkręcacza przed nałożeniem tuszu — da to otwarty wygląd spojrzenia bez potrzeby nakładania grubych warstw produktu.
Wydobycie naturalnego blasku dzięki rozświetlaczowi
Jednym z kluczowych produktów do stworzenia makijażu saute jest rozświetlacz, który imituje naturalne punkty świetlne na twarzy. Powinno się go używać z umiarem i w anatomicznie uzasadnionych miejscach, a więc na najwyższych punktach kości policzkowych, pod łukiem brwiowym oraz na łuku kupidyna. Pozwala to rozświetlić cerę i wydobyć z niej młodzieńczy, zdrowy blask bez efektu połysku czy sztucznego przemakijażowania. Można również wykorzystać kosmetyki niezbędne do makijażu saute takie jak kremowe róże czy multifunkcyjne sticki, które dodają świeżości również na policzkach i ustach. W przypadku rozświetlacza dobrze jest wybierać produkty z drobnymi cząsteczkami refleksyjnymi zamiast grubego brokatu — te ostatnie tworzą efekt połysku, a nie naturalnego świecenia się skóry. Kremowe formuły rozświetlaczy są bardziej subtelne niż pudrowe i wtapiają się w skórę zamiast tworzyć na niej widoczną warstwę.